Czy ta informacja jest prawdziwa? cz.1

Dlaczego niektórym ludziom zależy na tym, żeby nas oszukiwać? Kim lub czym są boty? Co zrobić, żeby nie dać się nabrać? Jak chronić się przed fake newsami czyli fałszywymi informacjami?

Jestem fanką bloga „Mitologia współczesna” dr. Marcina Napiórkowskiego. Szczególnie podobał mi się jego komentarz z okazji Prima Aprilis:

Dziś mój ulubiony dzień roku. Przynajmniej z zawodowego punktu widzenia

24 godziny, gdy w internecie obowiązują zasady, o które badacze fake newsów, teorii spiskowych i miejskich legend apelują od tylu lat.

1 kwietnia, widząc jakąś kompletnie niewiarygodną, dziwaczną, pozbawioną źródeł informację, ludzie nie klikają „lubię to!”, nie komentują z oburzeniem, nie podają dalej do wszystkich znajomych, tylko myślą: „Kurcze, czy to aby na pewno prawda? A może ktoś próbuje mnie nabrać?”

O ile lepsze byłoby nasze zdrowie, przestrzeń publiczna i polityka, gdyby prima aprilis trwał cały rok?

Dzisiaj i w kolejnym wpisie wyjaśnię, co powinniśmy zrobić, żeby faktycznie w naszej głowie przez cały rok panował prima aprilis. I nie chcę uchodzić tutaj za nieomylny autorytet w dziedzinie weryfikacji informacji. Sama ciągle się uczę.

Related image
Putin ujarzmia szczenię

W dużej mierze praca nad moim doktoratem nauczyła mnie sceptycyzmu, ale wciąż i tak na nowo muszę sobie przypominać, żeby nie wierzyć we wszystko co widzę. I sama też dość często popełniam błędy, więc jak coś zauważycie, to nie wahajcie się mi o tym powiedzieć. Dlatego mam nadzieję, że znając parę sposobów weryfikacji informacji i każdego dnia trenując swojego wewnętrznego sceptyka, może uda nam się zahamować rozprzestrzenianie się fake newsów.

 

Cena fake newsa

Nie wiem czy wy też tak macie, ale niekiedy mam wrażenie, że coś jest ze mną nie tak. A szczególnie jak słyszę o macedońskich nastolatkach z małego miasta, którzy zarabiają spore pieniądze na prowadzeniu stron z fałszywymi informacjami. Co w moim życiu poszło nie tak, że mimo podobno porządnego wykształcenia nie zajmuję się lukratywnym biznesem sprzedawania fake newsów ale zamiast tego za darmo uczę się jak z nimi walczyć? Ale wracając do historii macedońskich nastolatków: w jaki sposób udało im się zrobić biznes na fake newsach? Otóż dla osób prowadzących strony internetowe ważnym jest, by jak najwięcej osób odwiedzało te strony- wtedy administratorzy mogą zarabiać na reklamach. Macedończycy odkryli w 2016 r. żyłę złota. Atmosfera przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych była gorąca.

Donald Trump

Nastolatki zaczęły więc tworzyć strony dla zwolenników Donalda Trumpa, kopiując często fałszywe wiadomości z innych prawicowych portali. Strony były tak chętnie odwiedzane, że ta strategia okazała się strzałem w dziesiątkę i młodym przedsiębiorcom pozwoliło to na zarobienie w miesiącu nawet paru tysięcy dolarów. Macedończykom nie zależało na wyniku wyborów. Zależało im tylko na pieniądzach, a rozpowszechnianie fałszywych wiadomości nie obciążało ich sumienia na tyle by pozbyć się kury znoszącej złote jajka.

 

Ale nie tylko pieniądze mogą być przyczyną rozpowszechniania fałszywych informacji. Może tu też chodzić o dyskredytowanie politycznych oponentów, albo wychwalanie swoich kandydatów. Mogą mieć też na celu po prostu dzielenie ludzi i kreowanie napięcia. Ale ich twórcą nie zawsze muszą towarzyszyć złe intencje. Niekiedy coś, co powstało jako żart na stronie satyrycznej zostanie podchwycone przez poważniejsze media i ogłoszone jako prawdziwa wiadomość- tak było np. z informacją nt. ministrantów, którzy w pewnym kościele wrzucili marihuanę do kadzielnicy.

Fałszywe profile i boty

Ale wróćmy jeszcze do złych intencji i celowego wprowadzania w błąd. Niekiedy do dezinformowania służą fałszywe profile w mediach społecznościowych za którymi stoją realni ludzie. Załóżmy czysto teoretycznie np. że widzimy na twitterze profil Ewy S. Możemy się z tego profilu dowiedzieć, że Ewa ma czwórkę dzieci, lubi gotować bigos i słuchać polskiego folku. Z jej wpisów możemy wywnioskować, że bardzo obawia się imigrantów zarobkowych i zdarzyło się jej np. że obcokrajowiec opluł ją na ulicy,  kolejnym razem wyrwał jej torebkę, a następnym próbował uprowadzić jej najmłodsze dziecko. Często z różnych mniej znanych stron udostępnia też informacje i filmy świadczące o tym, że imigranci są wyjątkowo agresywną grupą. Jeżeli sprawdzimy zdjęcie profilowe Ewy, okaże się, że jest to zdjęcie wenezuelskiej supermodelki, profil Ewy ma tylko parę tygodni, a sama Ewa co dzień pisze po kilkadziesiąt postów wrogich imigrantom. Jeżeli pokopiemy wystarczająco głęboko, możemy się dowiedzieć, że ten profil i kilka podobnych został założony przez rasistowską i ultranacjonalistyczną grupę. Z tym fałszywym profilem współpracują również boty. Boty to programy, które w tym wypadku lubią, komentują i udostępniają wpisy Ewy S. tak, by dotarły do jak najszerszego grona. 

Jak zweryfikować profil Ewy? Powinna nas zdecydowanie zastanowić jej bardzo duża i monotematyczna aktywność. Już to powinno zapalić w naszym mózgu ostrzegawczą lampkę. Możemy bardzo prosto zweryfikować zdjęcie profilowe Ewy, np. klikając na nie prawym przyciskiem myszy, a następnie kliknąć na szukaj obrazu w Google. Jak natomiast zweryfikować informacje jakimi dzieli się Ewa?

Idźmy do źródeł!

Pewnego dnia odebrałam wiadomość z linkiem, z prośbą o zweryfikowanie informacji. Link odesłał mnie do strony o nazwie tajne archiwum watykańskie (przyznacie, że sama nazwa wydaje się nieco podejrzana) i z tej strony dowiedziałam się, że niemiecki sąd najwyższy stwierdził, że wirus odry nie istnieje. Informacja ta wydała mi się bardzo dziwna, bo w końcu co sądy mają do powiedzenia nt. istnienia lub nieistnienia wirusa odry? To naukowcy, a nie sąd powinni zajmować się tym tematem. Na szczęście pod artykułem znajdowały się linki do tekstów, z których autor artykułu czerpał informacje, więc zagłębiłam się w poszukiwania. Zajęło mi to około połowy dnia, ale w końcu doszłam do tego, skąd się wzięła ta informacja. Okazało się, że niesławny niemiecki biolog Stefan Lanka obiecał dużą nagrodę pieniężną osobie, która za pomocą jednej publikacji naukowej udowodni istnienie wirusa odry i wykaże jaką ten wirus ma średnicę. Warto tu oczywiście wspomnieć, że Lanka, choć na początku swojej kariery sam badał wirusy, w pewnym momencie życia stwierdził, że one jednak nie istnieją. Podważa on m.in. istnienie nie tylko wirusa odry ale i wirusa HIV. David Bardens, wtedy student medycyny, postanowił przyjąć wyzwanie i przedstawił 6 publikacji, które wykazywały istnienie i opisywały rozmiary wirusa. Ponieważ Lanka nie chciał wypłacić mu nagrody, Bardens zwrócił się do sądu w Ravensburgu, który orzekł, że nagroda mu się należy. Lanka jednak nie dał za wygraną i wygrał kolejną sprawę w sądzie w Stuttgarcie (więc nie w sądzie najwyższym), ponieważ Lanka stwierdził, że chodziło mu o jedną publikację, w której udowodniono istnienie wirusa i zmierzono jego rozmiary, a nie 6 publikacji, z których można zbiorczo wyczytać te informacje. Lanka wygrał więc ze względu na zabawę słowami, a decyzja sądu nie dotyczyła istnienia wirusa (sąd tego istnienia nigdy nie podważał), ale wypłacenia nagrody. Więc informacja o niemieckim sądzie najwyższym orzekającym, że wirus odry nie istnieje, miała się do faktów tak jak w tym dowcipie o radiu Erewan: ktoś zadzwonił do radia Erewań żeby zapytać czy w Moskwie rozdają samochody, a radio odpowiedziało, że tak tylko nie w Moskwie a przy dworcu w Warszawie, nie samochody a rowery i nie rozdają, ale kradną. 

Jednak jak już wspomniałam, zweryfikowanie tej informacji zajęło mi dużo czasu, a w międzyczasie wielu ludzi zdążyło już rozpropagować tę plotkę. Co więc powinniśmy zrobić, żeby nie stać się ofiarą manipulacji i nie propagować bezmyślnie fake newsów? 

Dziel się (informacją) powoli

Jeżeli napotkamy na nową i sensacyjną informację, to na pewno pośpiech nie jest tutaj dobrym doradcą. Jeżeli widzimy, że ktoś podzielił się jakąś informacją na facebooku, która wywołuje w nas emocje, a szczególnie taką informacją, z którą się zgadzamy, powinniśmy się powstrzymać przed podzieleniem się nią ze światem. 

Image result for facebook dislike
Weryfikuj, a potem dziel się ze światem… lub nie.

 

Zanim nasz palec powędruje w kierunku „lubię to” lub „udostępnij”, dajmy dojść do głosu naszemu sceptycyzmowi. Odetchnijmy głęboko, Zróbmy kawę. Przegimnastykujmy się. Ale nie udostępniajmy. Spójrzmy jeszcze raz na tę informację. Warto zadać sobie na początek parę pytań: 1. Kto stoi za tą informacją? 2. Jakie dowody przedstawia na uzasadnienie swoich twierdzeń? 3. Co inne źródła twierdzą na temat tego źródła, z którego pochodzi ta informacja? 

Więc pierwsze pytanie: Kto stoi za tą informacją? W moim przypadku była to strona tajne archiwum watykańskie, a autorem tej notatki był podobno Jerzy Zięba. Fani teorii spiskowych i alternatywnej medycyny na pewno znają dobrze tego pana i chyba mogę go tu określić jako bardzo kontrowersyjnego uzdrowiciela. Sama strona tajne archiwum watykańskie wygląda wielce podejrzanie. Nie byłam w stanie dociec, kto jest głównym autorem tej strony, ukrywa się on bowiem pod pseudonimem, a sama strona jest niezwykle bogatą kopalnią różnorakich teorii spiskowych. Trudno ją uznać za wiarygodne źródło. Drugie pytanie: Jakie dowody przedstawiono na uzasadnienie tezy, że niemiecki sąd wykluczył istnienie wirusa odry? Podano linki do anglojęzycznych stron, które faktycznie mówiły to co strona polska, ale te strony wyglądały bardzo podejrzanie. Jedna z nich twierdziła, że jest oficjalną stroną grupy anonimus, a druga pełna była różnych teorii spiskowych. Podano też link do protokołu z pierwszej rozprawy z Ravensburga między Lanką a Bardensem, podczas to której to rozprawy zdecydowano, że Lanka powinien wypłacić nagrodę. Żadne więc ze źródeł nie potwierdzało wiarygodnie twierdzenia, że sąd niemiecki stwierdził, że wirus odry nie istnieje. I teraz trzecie pytanie: co wiarygodne źródła mówią nt. tajnego archiwum watykańskiego? Szczerze mówiąc, wiarygodne źródła raczej milczą na ten temat, bo spiskowość tajnego archiwum watykańskiego mówi sama za siebie. Natomiast udało mi się znaleźć historię Lanki i Bardensa na oficjalnych stronach z niemieckimi wiadomościami czyli na „das Erste” i „spiegelonline”- i historia ta była oczywiście zupełnie inna niż ta z watykańskiego archiwum. 

Teraz powinniście pewnie chwycić się za głowę i zastanowić- tyle pracy żeby zweryfikować jedną informację? Czy nie ma jakiejś prostszej drogi? Możliwe, że niekiedy jest i ten temat poruszę w kolejnym wpisie.

Zdrowy sceptycyzm

Nie sądzę, że większość użytkowników internetu jest pazerna i nieuczciwa. Istnieje pewna cienka granica między sceptycyzmem (kiedy twierdzimy, że musimy zweryfikować informację zanim będziemy ją rozpowszechniać) i cynizmem (gdy uważamy jak doktor House wszyscy kłamią i nikomu nie można ufać). Bądźmy więc ostrożni, a nie zgorzkniali. 

/Marta Brocka/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s